Człowiek umiera tylko raz

Któż z nas nie słyszał takich określeń, jak "śpiączka", "stan wegetatywny" czy "śmierć mózgowa". Na pytanie, co się pod nimi kryje, wielu na pewno miałoby trudności z odpowiedzią. Jak wykazują badania na całym świecie, dotyczy to nawet lekarzy, a wyjaśnienie przyczyn tego stanu rzeczy wcale nie jest łatwe.

Niniejszą książkę napisałem właśnie po to, aby wszyscy zainteresowani otrzymali potrzebne informacje. To kontynuacja dociekań zawartych w mojej wcześniejszej publikacji „Medycyna na krawędzi.

Na pewno nie jest to książka poświęcona zagadnieniom ściśle praktycznym, związanym z opieką nad chorymi, którzy są w śpiączce bądź postawiono u nich diagnozę stanu wegetatywnego lub śmierci mózgowej. Każdy system służby zdrowia ma w tym względzie jakąś ustaloną praktykę i procedury. Przedstawiam w tej pracy raczej przebieg debaty naukowej, filozoficznej, teologicznej oraz społecznej na temat tych sytuacji chorego, które opatrujemy powyższymi nazwami. Jest więc ona w równym stopniu poświęcona pacjentom co samej medycynie, jej rozwojowi oraz dylematom moralnym, które temu towarzyszą.

Właśnie zagadnienia etyczne są istotnym nerwem całej książki. Podstawowe pytanie w tym zakresie brzmiałoby następująco: czy wobec chorych w śpiączce, stanie wegetatywnym oraz stanie hipotetycznej, ale jeszcze nie stwierdzonej śmierci mózgowej, przyjęte sposoby postępowania medycznego, ujęte lub nieujęte w oficjalnie obowiązujące procedury, spełniają ogólne kryteria etyczne obowiązujące w medycynie?

Czy zasada bonum aegroti lex suprema, czyli "dobro chorego najwyższym prawem", jest tu zachowana? Czy sam opis tych stanów jest zgodny z kryteriami medycyny jako nauki, czyli czy odpowiada prawdzie stwierdzalnej empirycznie? Czy równocześnie w trakcie tych postępowań są poszanowane prawa chorego jako pacjenta i obywatela czy też po prostu jako człowieka?

Na te pytania czytelnik znajdzie bardzo rozbieżne odpowiedzi. Wynika to z tego, iż strona naukowa zarysowanych tu problemów stale się zmienia i to, trzeba dodać, na lepsze, gdyż wiemy coraz więcej o śpiączce, stanie wegetatywnym i śmierci mózgowej. Wiele różnic w przedstawionych opiniach specjalistów wynika więc z dynamiczności sytuacji. Uczymy się i zdobywamy coraz więcej wiedzy na temat diagnostyki oraz leczenia chorych z uszkodzeniem mózgu.

Istota problemu tkwi jednak gdzie indziej. Za przykład niech posłuży
definicja stanu wegetatywnego podana przez Jennetta i Pluma w 1972 roku. Autorzy ci założyli, że pewni chorzy są całkiem pozbawieni świadomości i to w sposób nieodwracalny, wiedząc równocześnie, iż jest to założenie arbitralne i sztuczne. Autorzy sławnej pracy byli świadomi faktu, że zamieścili w niej niemożliwe do udowodnienia i nieprawdziwe tezy.

Zdecydowali bez żadnego dowodu, że pewna część chorych spełnia kryteria stanu wegetatywnego i że zarówno jego nazwa, jak i definicja są prawidłowe. Uzbrojeni w taką definicję i interpretację stanu zwanego wegetatywnym, lekarze mogli twierdzić, iż wszystkie obserwacje świadczące o zachowaniu jakiegoś stopnia świadomości u chorych z taką diagnozą są fałszywe.

Dopiero później, po ponad 20 latach, okazało się, że członkowie rodzin chorych i część personelu, zgłaszający istnienie reakcji u tych chorych na obecność bliskich osób i inne bodźce, mieli rację. Udowodniono istnienie wysokiego stopnia świadomości u mniej więcej 40% chorych z diagnozą stanu wegetatywnego. Dalsze badania grupę tę powiększyły. Możemy sobie tylko wyobrazić ogrom cierpień tych pacjentów, o których przedwcześnie zawyrokowano, że „nic nie czują”.

Przykładem może być Kate Adamson, którą poddano operacji jamy
brzusznej bez znieczulenia, ponieważ miała diagnozę stanu wegetatywnego. Jej cierpienia na tym się nie skończyły. W Stanach Zjednoczonych prawo zezwala bowiem przerwać pojenie i karmienie chorego w stanie wegetatywnym – w stosunku do Kate potem zdecydowano się na ten krok, skazując ją tym samym na śmierć. Przeżyła jednak dzięki przytomności męża i opisała później cierpienia z powodu umierania z odwodnienia jako większe od tych spowodowanych wcześniejszą operacją. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie fałsz zawarty w samej definicji i sposobach diagnozowania stanu nazwanego wegetatywnym.

Podobnie przedstawia się problem śmierci mózgowej diagnozowanej u dawców narządów. Uznanie śpiączki połączonej z bezdechem za śmierć pacjenta z bijącym sercem ma jeszcze wątlejsze podstawy naukowe niż koncepcja stanu wegetatywnego. W „Raporcie harwardzkim” przyjęto po prostu taką „definicję” śmierci mózgowej bez uzasadnienia i bez badań na grupach pacjentów. Co ciekawe, koncepcja śmierci mózgowej została powszechnie zaakceptowana na świecie i jest rzadko krytykowana, chociaż ciągle są opisywane w mediach, często spektakularne, przypadki błędnych diagnoz. Do błędów tych dochodzi, mimo że lekarze opierają się na dobrej rzekomo koncepcji i właściwych kryteriach diagnostycznych śmierci mózgowej.

Zastosowanie nowych rodzajów terapii, takich jak sprawne zapobieganie rozwojowi obrzęku mózgu, stosowanie kraniotomii, hipotermii i monitorowanie poziomu hormonów oraz ich substytucja u chorych z objawami wskazującymi, w myśl istniejących kryteriów, na wystąpienie śmierci mózgowej – dało około 60% całkowitych wyleczeń w grupie tych pacjentów.

Ten sposób leczenia został już sprawdzony w wielu ośrodkach na świecie, nie jest jednak powszechnie stosowany. Nie doprowadziło też to dotąd do podważenia koncepcji i kryteriów diagnostycznych śmierci mózgowej. Badania wykazują również możliwość zachowania znacznego stopnia świadomości u chorych w śpiączce oraz u pacjentów w stanie pozwalającym na wysunięcie podejrzenia śmierci mózgowej i jej zdiagnozowanie. Fakty te nie są znane opinii publicznej.

W niektórych krajach trwa debata naukowa na temat śmierci mózgowej. Ścierają się przeciwstawne poglądy i niekiedy padają propozycje zgoła nieoczekiwane. Należy do nich z pewnością pomysł zrezygnowania z zasady martwego dawcy i orzekania śmierci mózgowej pacjentów, od których mają być pobrane narządy do przeszczepu, wysunięty przez profesora Trouga z Uniwersytetu Harvarda. Naukowiec ten zaproponował, żeby oficjalnie przyznać, iż chorzy w stanie śmierci mózgowej żyją i że mimo to można od nich pobierać narządy do przeszczepu, powodując tym samym ich śmierć, jeśli ich stan jest bardzo ciężki, a wcześniej wyrazili na to zgodę. Troug uważa, że śmierć mózgowa nie jest rzeczywistą śmiercią człowieka i uczciwość środowiska lekarskiego wymaga, aby to powiedzieć publicznie.

Propozycja ta została odrzucona, jednak wcale nie oznacza to, że lekarze wierzą w biologiczny i rzeczywisty charakter śmierci mózgowej. Warto zauważyć, że sami transplantolodzy na ogół nie chcą być dawcami, co wykazały badania ankietowe. Skłanianie niepoinformowanych o wielu podstawowych faktach ludzi, często bardzo młodych, do zgłaszania gotowości do bycia dawcą, czy też przyjmowanie zasady zgody domniemanej, co ma miejsce w Polsce, wydaje się w świetle tych faktów sprawą moralnie naganną.

Zdawałoby się czymś oczywistym, że całemu społeczeństwu należą się prawdziwe i wyczerpujące informacje dotyczące śmierci mózgowej i wszystkich wątpliwości, które ta koncepcja za sobą pociąga. Niestety jednak, nie ma ani otwartej debaty na ten temat, ani obiektywnych informacji. Trudno to uznać za właściwe. Być może publikacja niniejszej książki zmieni nieco ten stan rzeczy.