dr Jacek Norkowski OP w wywiadzie dla Niedzieli

Z doktorem nauk medycznych o. Jackiem Marią Norkowskim, dominikaninem, rozmawia Mateusz Wyrwich

Mateusz Wyrwich: W medycynie za moment śmierci niegdyś uznawano chwilę, kiedy doszło do „nieodwracalnej utraty czynności oddychania i zatrzymania akcji serca”, jak pisze Ojciec we wstępie do swojej książki. A dzisiaj?

Dr n. med. o. Jacek Maria Norkowski OP: W części państw nadal uznawana jest tradycyjna definicja śmierci. W większości jednak przyjmuje się nową, neurologiczną definicję śmierci, opartą na koncepcji śmierci mózgowej. Podstawowym kryterium jest tu stwierdzenie głębokiej śpiączki i bezdechu. Do tego dochodzą jeszcze inne warunki, m.in.: znana jest przyczyna śpiączki; wystąpiło pierwotne lub wtórne uszkodzenie mózgu; wszelkie działania lekarskie zmierzające do ratowania pacjenta są bezowocne z uwagi na upływ czasu i zmiany, jakie zaszły w organizmie. Tak naprawdę jednak, odchodząc od klasycznych kryteriów, lekarz orzeka o śmierci na podstawie ustawy i przepisów. To one określają, co świadczy o śmierci pnia mózgu. Czyli – brak odruchów w obrębie głowy, takich jak: reakcja źrenicy na światło, odruch kaszlowy i wymiotny oraz oczno-mózgowy. Drugą natomiast próbą, jaką stosuje się w tym przypadku, jest badanie bezdechu. Decyzję zaś o tym, czy ktoś żyje, czy nie, podejmuje komisja, która składa się z trzech lekarzy.

Pełna treść artykułu Zwłoki z bijącym sercem dostępna na stronie Tygodnika.